top of page

Ku przestrodze...

Ciężko cokolwiek powiedzieć, choć w głowie tysiąc myśli.

Dzisiaj na ostatnią wycieczkę pojechałyśmy z Lucy...

Umarła po ponad dwóch dniach cierpienia i walki jej, i walki o nią.

Niestety walkę tę przegrałyśmy.

Była zdrowym, dziesięcioletnim, najmądrzejszym na świecie psiakiem.

Umarła, bo ktoś postanowił rozlać lub rozsypać coś na osiedlu, coś co ją zabiło, a czego nie było widać. Wskazują na to badania morfologii i biochemii. U zdrowego do tej pory psa wszystkie wskaźniki, wątrobowe, nerkowe, trzustkowe i parametry krwi o tym świadczą. Świadczy o tym również gwałtowny przebieg choroby.

Stąd ten post z prośbą, żebyście uważali na swoje zwierzęta, choć w takiej sytuacji uważać jest trudno. Pies węszy i węszyć będzie, taka jego natura. Nie sposób się ustrzec przed czymś, czego nie widać. Nie wiem jak w takiej sytuacji spacerować, chociaż krzywdy tym nigdy nikomu nie robiliśmy. Szanujemy przestrzeń, zawsze sprzątamy po naszych psiakach. Dlaczego Lusia musiała umrzeć? Nie wiemy... Serce nam krwawi tak samo intensywnie, jak krwawiła Lusia umierając na naszych rękach...

Brakuje nam Ciebie...

ree

bottom of page