top of page

Komisja Ochrony Środowiska i Terenów Zieleni - TEMAT: BOBRY

5 mar
3 minut(y) czytania

Dzisiaj, z inicjatywy Zielona Reda / Zofia Dzielińska odbyło się spotkanie Komisji Ochrony Środowiska i Terenów Zieleni, w której udział wzięła Posłanka Wioleta Tomczak - Gdynianka w Sejmie, Stowarzyszenie Nasz Bóbr oraz mieszkańcy terenów znajdujących się w sąsiedztwie Kanału Łyski.

Nie pisałabym tego posta, a jedynie udostępniła oficjalny przekaz, ale sprowokowało mnie jedno stwierdzenie.

Wiceprzewodniczący Rady Miasta, Pan Mariusz Kreft powiedział, że - cytuję: "Najważniejsi są ludzie, a zwierzęta są po to, żeby nam pomagać". Stwierdzenie to, prawdopodobnie mające korzenie w Księdze Rodzaju, zdewaluowało się jakieś pół wieku temu. Nie, zwierzęta ani nie są nam poddane, ani nie są po to, żeby nam służyć, czy pomagać. Owszem, przez większość historii ludzie patrzyli na zwierzęta w sposób antropocentryczny — czyli stawiający człowieka w centrum. Zwierzęta były postrzegane jedynie jako źródło pożywienia, siła robocza czy po prostu surowiec, jednak musimy wszyscy przyjąć wiedzę, która mówi nie o byciu zwierząt dla nas, a o ich współistnieniu. Przyjmijmy zatem, że zwierzęta mają własne życie, potrzeby i cele, niezależne od człowieka. Nie istnieją dla nas, lecz obok nas. My zaś, jako postawieni na górze tej całej hierarchii, winniśmy im poszanowanie i opiekę, jako tym, którzy nie mają głosu np. na takiej komisji.

Pragnę więc, raz jeszcze, przy całym szacunku do Radnego Krefta i jego nieustannej gotowości do pomocy mieszkańcom, nie zgodzić się z jego stwierdzeniem i wspomnieć, że działanie dla dobra ludzi nie musi stać w kontrze wobec działań na rzecz zwierząt.

W tym momencie chciałabym nieco przybliżyć to, co zadziało się dotychczas w ramach Komisji.

W marcu ubiegłego roku dotarły do nas informacje związane z sytuacją na Kanale Łyski, w związku z niszczeniem tamy bobrów tam bytujących.

11.06.2025 roku spotkaliśmy się w terenie z przedstawicielami: Wód Polskich, PEWIKu Gdynia, Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Gdańsku, Urzędu Miasta Reda a także z właścicielem zalewanych gruntów. Porozmawialiśmy o sytuacji, zastanawialiśmy się nad rozwiązaniem. Padł wtedy pomysł, który wszystkim wydał się racjonalny, aby zainstalować w tym miejscu rurę przelewową - jest to skuteczna, nieinwazyjna metoda ochrony terenów przed zalewaniem przez bobry, polegająca na montażu rur PCV w tamie. Urządzenie obniża poziom wody, nie niszcząc tamy całkowicie, co sprawia, że bobry rzadziej ją naprawiają, myśląc, że wciąż jest szczelna.

Dzisiaj jesteśmy 9 miesięcy po tym spotkaniu, dziesiątkach pism do i od RDOŚ i WP. Nic w tej sprawie dobrego się nie zadziało.

Na dzisiejszym spotkaniu padło mnóstwo tez, mówiących o tym, że to nic nie da, że trzeba tamy bobrowe niszczyć do skutku, bo to jedyna metoda (zwykle potem niestety kończy się na odstrzale zwierząt, bo w wywożenie ich, przemieszczanie nie wierzę). Ja rozumiem podejście rolników, którzy użytkują tam grunty, ale skoro bobry są tam od lat (nie od dwóch jak wnoszą), to dlaczego problem tak dużego zalewania łąk jest teraz. To szerszy temat, bo związany jest z wieloma uwarunkowaniami geologicznymi i hydrologicznymi, których nikt w tym terenie dotychczas nie zbadał - a tego bym oczekiwała.

Dzisiaj wciąż padały stwierdzenia, że rury przelewowe nic nie dadzą. Zadaję więc pytanie - dlaczego tego nie sprawdziliśmy?? Zaraz będzie rok jak o tym rozmawiamy! Jakby te rury, (działanie obarczone minimalnym kosztem), wprowadzić w ubiegłym roku, to dziś już byśmy wiedzieli, czy akurat w tym terenie ma to sens. Ale po co. Taniej będzie wprowadzić ze dwóch ludzi, którzy rozpierniczą tamę, (wspomnę, że takie działanie może odbyć się tylko w taki sposób, który nie odkryje nor z potencjalnie mogącymi tam przebywać młodymi). Ostatnie działania Wód Polskich w okolicach Parku Miejskiego pokazało, że nory bobrowe najlepiej zakopać i jeszcze przykryć kamieniami...

No tak się nie robi.

Chciałabym bardzo, aby te nasze spotkania, rozmowy, przełożyły się na realne działanie w kierunku zarówno pomocy poszkodowanym rolnikom, jak i uszanowaniu zwierząt, które jak nikt inny, zupełnie bezkosztowo, wpływają na poprawienie retencji w naszym środowisku.

Dziękuję za dzisiejsze spotkanie Pani Posłance, szanownym kolegom i koleżankom z Komisji, Stowarzyszeniu oraz Mieszkańcom, z którymi spotkanie szczególnie sobie cenię i jestem podbudowana jego merytoryką i chęcią do dyskusji. Wierzę, że uda się wypracować jakieś rozsądne wyjście z poszanowaniem własności mieszkańców, retencji wody i prawa do życia dla bobrów - bo kiedyś, może niedługo, za nimi zatęsknimy..



bottom of page