Śmiertelna "tradycja"..
- Katarzyna Smolska
- 31 mar 2025
- 3 minut(y) czytania
Mam wrażenie, graniczące z pewnością, że wielu z nas po prostu nie chce się uczyć, choć dostęp do wiedzy i informacji jest łatwy, powszechny, nie trzeba chodzić do biblioteki, czy na wykłady. Wystarczy poczytać informacje w Internecie, posłuchać naukowców, czy ludzi, którzy się jakimś tematem zajmują zawodowo, albo walczą na co dzień z objawami ludzkiej głupoty i działania tak zwanej tradycji.
Bo na przykład tradycja przekazywana z dziada pradziada mówi o tym, że najlepszą metodą na użyźnienie gleby jest jej spalenie w cholerę. No bo ojciec tak robił, dziadek robił, to znaczy, że działa! Ja przypomnę tylko, że w znanej onegdaj lekturze opisana była pewna tradycja, polegająca na dość specyficznym leczeniu małej Rozalii. Zalecono, aby „położyć dziewuchę na sosnowej desce i wsadzić ją w piec na trzy zdrowaśki. Ozdrowieje wnet, jakby kto ręką odjął!”.
Wkładanie chorych dzieci do rozgrzanego pieca chlebowego to nie fikcja. Tak galicyjscy chłopi leczyli się jeszcze 150 lat temu. Jakoś tego zaprzestaliśmy, udało się. Dlaczego więc nadal są tacy debile, bo inaczej tego nazwać nie potrafię, którzy postanawiają wypalać swoje pola? Czym się kierują? Bo z pewnością nie wiedzą, z pewnością nie empatią i rozumem.
Dla zobrazowania problemu, w 2023 roku strażacy interweniowali w Polsce 21 206 razy przy pożarach traw i nieużytków rolnych. Dane z bieżącego roku wskazują, że w Polsce już 15 osób odniosło obrażenia, a 2 osoby poniosły śmierć w wyniku pożarów traw. Najnowszy przykład zidiocenia to pożar w Biebrzańskim Parku Narodowym, podczas którego spłonęło niemal 90 hektarów parku, a zarzewiem najprawdopodobniej było właśnie wypalanie traw. Z pożarem walczyło 30 (!!) zastępów Straży Pożarnej.
Co daje wypalanie traw rolnikowi? NIC.
Wypalanie, nawet jednorazowe, obniża wartość plonów o 5-8%; pogarsza się skład botaniczny siana.
Niszczone są między innymi rośliny motylkowe. Zdecydowanie zwiększa się udział chwastów. Naukowcy twierdzą, że po takim pseudo-użyźniającym zabiegu ziemia potrzebuje kilku lat, by dawać takie plony, jak przed pożarem.
A jak taka działalność wpływa na faunę? NIESIE ŚMIERĆ.
Śmierć w płomieniach czyha na ptaki. Niszczone są miejsca lęgowe wielu gatunków ptaków gnieżdżących się na ziemi lub w strefie krzewów. Palą się również gniazda już zasiedlone, a zatem z jajeczkami lub pisklętami (np. tak lubianych przez nas wszystkich skowronków).
Dym uniemożliwia pszczołom, trzmielom oblatywanie łąk. Owady te giną w płomieniach, co powoduje zmniejszenie liczby zapylonych kwiatów, a w konsekwencji obniżenie plonów roślin.
Giną też zwierzęta domowe, które przypadkowo znajdą się w zasięgu pożaru, ponieważ tracą orientację w dymie, ulegają zaczadzeniu. Dotyczy to również dużych zwierząt leśnych, takich jak sarny, jelenie czy dziki.
Płomienie niszczą miejsca bytowania zwierzyny łownej, m.in. bażantów, kuropatw, zajęcy, a nawet saren.
W płomieniach lub na skutek podwyższonej temperatury ginie wiele pożytecznych zwierząt kręgowych: płazy (żaby, ropuchy, jaszczurki), ssaki (krety ryjówki, jeże, zające, lisy, borsuki, kuny, nornice, badylarki, ryjówki i inne drobne gryzonie).
Przy wypalaniu giną mrówki. Jedna ich kolonia może zniszczyć do 4 milionów szkodliwych owadów rocznie. Mrówki zjadając resztki roślinne i zwierzęce ułatwiają rozkład masy organicznej oraz wzbogacają warstwę próchnicy, przewietrzają glebę. Podobnymi sprzymierzeńcami w walce ze szkodnikami są biedronki, zjadające mszyce.
Ogień uśmierca wiele pożytecznych zwierząt bezkręgowych, m.in. dżdżownice (które mają pozytywny wpływ na strukturę gleby i jej właściwości), pająki, wije, owady (drapieżne i pasożytnicze).
Załączam kilka zdjęć pochodzących ze strony Lasów Państwowych, jedno OSP Giebułtów - może jednak ktoś, choć jedna osoba, zastanowi się nad tym i przestanie wkładać Rozalkę do pieca…?
fot. OSP Giebułtów















